Czy można opodatkować oddychanie - najdziwniejsze podatki kiedyś i dziś

30.12.2021 / Inne

Mawia się, że w życiu pewne są tylko dwie rzeczy –  śmierć i podatki. Te drugie stanowią nieodłączną część ludzkiej cywilizacji, a ich historia pokazuje nieograniczoną kreatywność człowieka na tym polu.

Przykładem może być już starożytny Rzym i sławna sentencja „Pecunia non olet” (łac. Pieniądz nie śmierdzi), którą cesarz Wespazjan miał odpowiedzieć na krytykę wprowadzonego prawa nakładającego podatek na mocz z latryn. Mocz jako źródło amoniaku, służył Rzymianom m.in. do garbowania skór, czyszczenia ubrań, a nawet wybielania zębów.

W XVII wiecznej Anglii wprowadzono zaś podatek od okien. Choć brzmi to jak przykład skrajnego fiskalizmu, był on odpowiedzią na społeczny opór przed podatkiem dochodowym. Przykładem kreatywności w tej dziedzinie może szczycić się również Tybet wprowadzając na przełomie XIX i XX w. podatek od snu, posiadania dzieci, tańca na ślubie, śpiewania, bicia w bębny czy dzwonienia na dzwonkach, oraz podatek od uszu i nosa, przeznaczony na cele militarne. Łączna liczba nałożonych w kraju podatków w tym okresie sięgała blisko 1900. Historycznym przykładem pozafiskalnych celów podatków był podatek od brody Piotra I Wielkiego, który w ten sposób walczył z zacofaniem oraz chciał osłabić wpływy cerkwi.

 

Współcześnie wskazać można na austriacki podatek od gipsu, wynikający z nadmiernej ilości złamań kończyn fanów sportów zimowych na austriackich stokach. Innym przykładem jest wenecki podatek od cienia, powstały jako pomysł na zasilenia kas gminnych, który doprowadził niemalże do braku markiz oraz parasolów w tym mieście. Można też wskazać na grecki podatek od basenów. Ten naliczany jest w oparciu o zdjęcia z dronów, przez co niezwykłą popularnością cieszy się tam zielony brezent, imitujący trawę. Niechlubnym przypadkiem pozostaje tu Nowa Gwinea, która pobiera podatek od braku wojny. Odmiennym przykładem są tu zaś chiński podatek od pałeczek, ograniczający wycinkę drzew oraz estoński podatek od krowich gazów, których hodowla istotnie przyczynia się do emisji gazów cieplarnianych.

 

Polska również może poszczycić się na tym polu własnymi pomysłami. Wskazać tu można choćby na podatek od deszczu nakładany na właścicieli zabudowań przekraczających określoną powierzchnię, co przeciwdziałać ma ograniczeniu retencji wód opadowych. Przykładem będą również: podatek od posiadania lasu, psa (ale od kota już nie), czy też funkcjonujące w PRL-u tzw. bykowe, płacone przez osoby bezdzietne, nieżonate i niezamężne. Specyficzny charakter ma także opłata miejscowa, określana mianem podatku od powietrza. Wymowny jest tu przypadek Zakopanego względem którego sąd uchylił uchwałę o poborze tej opłaty, pobieranej mimo stale przekroczonych norm zanieczyszczeń w powietrzu.

 

Powyższe pokazuje, że podatek można chcieć nałożyć praktycznie na wszystko, a fantazja decydentów zdaje się nie znać granic. Miejmy nadzieję, że w planach naszego MF nie ma pomysłów z tej kategorii.